Błękitny diabeł

Fragmenty recenzji monodramu Remigiusza Grzeli pt.„Błękitny Diabeł”

 

Ona jest tylko po to, by ją kochać «Przychodzi w życiu każdego człowieka taki czas, kiedy należy sobie powiedzieć dość. Nie daj Boże jednak, żeby Barbarze Krafftównej przyszło to już do głowy. By przemknęło jej przez myśl, żeby teatr porzucić. Ta filigranowa kobieta to heros sceny. Udowodniła to na swym jubileuszu przygotowanym z okazji 60-lecia pracy artystycznej w gdyńskim teatrze Muzycznym. Wyrecytowała, ba, wytańczyła i wyśpiewała monodram "Błękitny diabeł", wcielając się w postać Marleny Dietrich. Była tak przekonywająca, że widzowie uwierzyli, iż oglądają ostatnie chwile życia niemieckiej aktorki, że obserwują zmagania starej kobiety z chorobą alkoholową, że wsadzają nos w intymne relacje matki - Marleny i jej córki Marii. I jeszcze coś - trzeba wielkiego aktorstwa, by ukryć wrodzoną radość życia, objawiającą się w oczach. A Krafftównej to się udało. Na półtorej godziny zasłoniła swe roześmiane oczy cieniem smutku i cierpienia. Gdy wypowiedziała ostatnie zdanie sztuki i opadła kurtyna, cisza na widowni jeszcze chwilę trwała. Jeszcze przez moment widownia delektowała się słowami wybrzmiałej przed chwilą piosenki - "ja jestem tylko po to, żeby kochać mnie". A potem - owacjom na stojąco nie było końca. /…/

 

Renata Moroz, Dziennik Bałtycki nr 251/26.10.2006

 

Warszawa. Jubileusz Barbary Krafftówny w Narodowym

 

/…/ Na swój jubileusz Barbara Krafftówna pokaże "Błękitnego diabła" - monodram, który specjalnie na tę okazję napisał Remigiusz Grzela. Sztuka opowiada o ostatnich latach Marleny Dietrich, kobiety osamotnionej, chorej, przykutej do łóżka, która postanowiła, że świat nigdy nie zobaczy jej słabej. Reżyseria - Józef Opalski, Barbara Krafftówna, konsultacja muzyczna - Janusz Sent. Początek o godz. 19.

 

* * *

 

Mówi Remigiusz Grzela, autor monodramu:

 

Panią Barbarę Krafftównę znałem oczywiście jako aktorkę, uwielbiałem piosenki z Kabaretu Starszych Panów i jej rolę w filmie "Jak być kochaną", ale nie znaliśmy się osobiście. Kiedy pani Barbara zadzwoniła do mnie z propozycją napisania czegoś specjalnie na jej jubileusz, pomyślałem, że to wyzwanie, którego nie można się nie podjąć. Ale też jedno z najtrudniejszych zadań zawodowych. Od początku było dla mnie jasne, że powinienem napisać sztukę, która pokaże emploi pani Barbary. Wiedziałem, że w tej sztuce powinna być komiczna i przejmująca, że nie powinno też zabraknąć groteski i piosenki. Pani Barbara, która jest aktorką nieprzewidywalną, pozwoliła mi na wszystko. Zanosiłem jej tekst po kilka stron, potem pisałem dalej, rozmawialiśmy, ale zauważyłem, że pani Barbara zaczyna się z tym tekstem zrastać, że nie pozwala mi skreślać ani zmieniać. Stawała się tą postacią na moich oczach. Jest perfekcjonistką aż do bólu, co zauważyłem w czasie próby, w której brałem udział. Pytała reżysera Józefa Opalskiego o najdrobniejsze niuanse, nazywając je "niuansikami niuansików". Nie będę ukrywał, że moją ulubioną sceną jest scena erotyczna. Bałem się pokazać tę scenę pani Barbarze, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Pani Barbara nie chciała grać Marleny Dietrich, kiedy proponowałem jej ten temat. Myślę, że przekonał ją tekst, a także pomysł na zmierzenie się z tą hollywoodzką legendą. Nie wyjawię pomysłu, bo to w tej sztuce moment zaskoczenia. Zaskoczenia, które pokazuje bolesną prawdę. Życie Marleny Dietrich, życie Barbary Krafftówny, granice, które się zacierają.»

 

Dorota Ważyńska, Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 269, 18-11-2006

 

Prawdziwy wizerunek kapryśnej gwiazdy

 

«Rewelacyjna forma aktorska Barbary Krafftówny pozwoliła jej uczcić jubileusz 60-lecia pracy na scenie występem w monodramie "Błękitny diabeł" Remigiusza Grzeli. Autor napisał go na podstawie rozmów, które przed laty odbył w Paryżu z sekretarką Marleny Dietrich. Przedstawienie reżyserował Józef Opalski, a nad jego stroną muzyczną czuwał Janusz Sent. Pomysł mógłby się wydać ryzykowny, zważywszy, że to debiut Barbary Krafftówny w monodramie. Ponadto wchodzenie w skórę znanej z kapryśnego charakteru gwiazdy światowego kina i estrady prowokuje do porównań. Trzeba mieć nie lada klasę i charyzmę, by z takiej konfrontacji wyjść zwycięsko. Udało się. Przede wszystkim dlatego, że aktorka nie naśladuje słynnej diwy ekranu, lecz daje obraz osamotnionej kobiety u schyłku życia, która lata powodzenia ma dawno za sobą. Marlena Krafftówny to nie sławna, ubóstwiana przez tłumy artystka, lecz stara, zgorzkniała entuzjastka płynów wyskokowych, które sekretarka skrycie rozcieńcza wodą. To także matka bezwzględnie dojona z pieniędzy przez mieszkającą w Nowym Jorku córkę aktorkę oraz babka, którą wnuk będzie usiłował ubezwłasnowolnić. Cóż jej pozostaje? Wspomnienia pięknych chwil z lat młodości i dojrzałości, znaczonych triumfalnym pochodem przez ekrany i sceny. /…/ Olśniewające przedstawienie. Znakomity popis warsztatu. Wielki triumf rzetelnego aktorstwa, który był tak dobrze widoczny we wcześniejszych dokonaniach jubilatki, zwłaszcza w Kabarecie Starszych Panów czy w kinie Hasa i Kutza. Przedstawienie będzie pokazywane w miastach, które w życiu artystycznym Barbary Krafftówny odegrały znaczącą rolę. Po Gdyni i Warszawie trafi wkrótce do Krakowa. Nie wolno go przeoczyć.»

 

Janusz R. Kowalczyk, Rzeczpospolita nr 272, 22-11-2006

 

Gdynia. Jubileusz Barbary Krafftówny w Muzycznym

 

/…/ Po blisko 60 latach Barbarę Krafftównę będzie można zobaczyć w tym samym miejscu, w którym debiutowała. Dziś w Gdyni odbędzie się prapremiera monodramu "Błękitny Diabeł" z jej udziałem. - W sztuce czasem rządzą przypadki - opowiada aktorka. - Tak bywa często w moim życiu, że są to przypadki bardzo szczęśliwe. Zdarzyło się tak, że poznałam Remigiusza Grzelę, autora "Błękitnego Diabła". Powiedział mi wtedy, że ma tekst doskonale do mnie pasujący. "Błękitny Diabeł" jest historią ostatnich lat życia Marleny Dietrich, Jest to opowieść o sławie, pieniądzach, przemijaniu i starzeniu się. A przecież ja sama jestem bliżej mety niż startu. "Błękitny Diabeł" będzie... pierwszym monodramem, w jakim zagra Krafftówna. - W końcu dopadła mnie ta forma, choć mocno przed nią się broniłam - mówi. - Jedyny raz w karierze grałam w monodramie, ale realizowanym dla telewizji. A taka praca przed kamerą przypomina raczej kręcenie filmu niż przygotowanie spektaklu. Pracując nad "Błękitnym Diabłem", czuję podobną tremę, jak przed moim debiutem 60 lat temu. W spektaklu "zagrają" drewniaki, pamiętające jeszcze czasy występów aktorki w Gdyni. /…/

 

Mirosław Baran, Gazeta Wyborcza - Trójmiasto nr 249, 24-10-2006

 

Play Krafftówna

 

«Bohaterka monodramu Remigiusza Grzeli, opiekunka i sekretarka Marleny Dietrich - towarzysząca legendzie ekranu i estrady w ostatnim okresie życia w paryskim odosobnieniu - jest aktorką. Tak samo jak jej pani, zwana Błękitnym Aniołem, pod którą niekiedy, z powodzeniem, się podszywa. Wreszcie, tak samo jak Barbara Krafftówna, wykonawczyni monodramu. Autotematyczna i jednocześnie (auto)biograficzna perspektywa "Błękitnego Diabła" okazuje się perspektywą egzystencjalną. Aktorstwo jest tu ukazane jako sens istnienia, powołanie, ale także jako zgubny, niszczący człowieka nałóg, jako specyficzny sposób kontaktowania się ze światem i z innymi, nawet najbliższymi, ludźmi, jako jeden z gorzkich odcieni nieprzezwyciężalnej samotności.

 

Grzela włączył do tekstu monodramu fragmenty publicznych wypowiedzi wielkiej aktorki i fascynującej osobowości, z jej pamiętników, dokumentu Maksymiliana Schella, także ze ścieżki dźwiękowej "Just a gigolo", ostatniego filmu, w którym oglądaliśmy twarz Marleny. W tle rysuje się niema, ukazana w dość ostrym, raczej negatywnym świetle, postać córki gwiazdy, autorki kontrowersyjnych, demistyfikujących wspomnień o sławnej matce. Ale też głos bohaterki "Błękitnego Diabła" jest przede wszystkim głosem autentycznej służącej Dietrich, z którą Grzela rozmawiał w Paryżu. Jest to głos nowy w polifonicznej sieci interpretacji życia Błękitnego Anioła. Inna sprawa, czy wnosi do tej sieci rzeczywiście nową jakość. Sądzę, że nie - podobnie jak spektakl, nieco statyczny, zbyt może kameralny na wielką scenę, z kilkoma niewykorzystanymi, jakby nie do końca ogranymi, pomysłami (piosenki Marleny, filmowa projekcja) i rekwizytami. /…/

 

Grzegorz Piotrowski, e-teatr, 31-10-2006

 

Warszawa. Gloria Artis dla Barbary Krafftówny

 

Obchodząca w tym roku 60-lecie pracy artystycznej aktorka Barbara Krafftówna została uhonorowana w poniedziałek, 20 listopada w Teatrze Narodowym w Warszawie złotym medalem Gloria Artis, przyznawanym za zasługi dla polskiej kultury.

 

Bohaterka wieczoru wystąpiła w monodramie "Błękitny diabeł". Tekst spektaklu, dotąd niepublikowany, oparty jest na rozmowach, które jego autor, Remigiusz Grzela, przeprowadził z sekretarką Marleny Dietrich w latach 2003-2005. Rozmowy dotyczyły ostatnich lat życia Dietrich.

 

PAP, 21-11-2006

 

Debiutantka

 

«Stuknęły jej dwie siekierki, jak powiedziała, czyli 77 lat. Ale zamierza dożyć lat kaktusowych, czyli trzech jedynek: 111. Obchodzi 60-lecie pracy artystycznej i z tej okazji postanowiła zadebiutować w monodramie. Specjalnie dla niej napisał go Remek Grzela. Tytuł: "Błękitny diabeł".

 

/…/ Krafftówna gra Marlenę Dietrich z czasów jej ostatniego filmu "Mały Gigolo" i lat późniejszych, kiedy to wycofała się ze świata, towarzystwa, zaszyła się w swojej dziupli i dzielnie znosiła teraźniejszość, w której nie było już błysku fleszów i uwielbienia, ani telefonów, ani podziwu świata, ani przyjaciół, ani rodziny. Jest tylko Elizabeth, opiekunka, sekretarka, przyjaciółka i widownia. Bo to przed Elizabeth będzie Marlena odgrywać swoje role do czasu, kiedy Elizabeth zagra dla niej. Marlena uparta, silna, dumna, bezwzględna dla siebie. Świat mógł widzieć tylko jej tryumf, nie zobaczy zgonu. Jak trzeba, umrze na zawołanie, byle tylko nie być dla nikogo ciężarem i nie pokazać swojej słabości. Anioł zamienił się w diabła, ale ten pozostał w błękicie, czyli w niewinności swoich intencji. /…/

 

Ciekawe, czy wiedział o tym wszystkim autor monodramu, Remek Grzela. Jeśli nie wiedział, to zapewne intuicyjnie przeczuwał, ponieważ w tych właśnie klimatach rozgrywa się dramat starej aktorki. Marlena Krafftówny potrafi magicznie wymykać się stereotypom, podobnie jak barwie niebieskiej przypisuje się efekt dali, czegoś nieosiągalnego, czasowego oddalenia, a więc tęsknoty za czymś, co dalekie lub minione.

 

Krafftówna niczym stara i cwana diablica przemyka się z roli od roli. Raz jest nieosiągalną dla wybitnego reżysera gwiazdą, raz rozkapryszoną uwodzicielką, czasem pijaczką, która tylko udaje przed sekretarką, że nie wie, jak rozcieńczoną wodą whisky pije. To znów jest mądrą kobietą i matką, godzącą się z sytuacją, w której zaniedbywana w dzieciństwie córka nie otrzymała tyle miłości, by móc teraz odwzajemniać ją starej matce. O, tak, Marlena wiedziała, że "każdy dla siebie, a Bóg przeciw wszystkim". I wiedziała to Krafftówna, dlatego zagrała Marlenę, która rzuca widownię na kolana, dawkuje emocje i wzruszenia.

 

Bardzo dobry tekst, napisany z wyczuciem sceny i umiejętnością wsłuchania się w racje kobiet, które odchodzą w zapomnieniu, ale i z przekonaniem, że nie ma takiego losu, którego nie przezwyciężyłaby duma, a może i pogarda. Los jest dla Marleny jej własnością, podobnie jak kamień dla Syzyfa tylko kamieniem. Marlena jest ponad swoim losem, dlatego jest od niego silniejsza i może go wygrać do końca. Zniewolona przez los, znajduje namiastkę wolności w rolach, będących zaprzeczeniem absurdalności swojego tragicznego położenia. /…/

 

Marta Fox, www.parnas.pl, 28-11-2006

 

Mam chcicę na życie

 

«Na swoje święto aktorka gra monodram "Błękitny diabeł", opowieść o Marlenie Dietrich i po trosze o samej sobie. /…/ "Błękitny diabeł" to sztuka, którą Remigiusz Grzela napisał specjalnie dla pani. Podobno przez całe życie wzbraniała się pani przed monodramami. Co sprawiło, że na ten się pani skusiła?

 

- To prawda, unikałam monodramów. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego aktorzy i aktorki wyżyci zawodowo, grający wspaniałe role, decydują się wziąć na warsztat monodram, chyba najtrudniejszą formę teatralną. Według mnie ta forma jest z lekka zboczeniem. Ja ze sobą na scenie - to przecież onanizm artystyczny. Osobiście do tego, żeby grać, potrzebuję partnera. Partner jest dla mnie potężną inspiracją artystyczną. Dzięki interakcjom zachodzącym pomiędzy aktorami rozpoczyna się sztuka, prawdziwa twórczość. Praca na takim żywym organizmie jest fascynująca.

 

To w takim razie, jak się pani czuje sama na scenie, grając "Błękitnego diabła"?

 

- Doskonale, i sama się temu dziwię. Monodram mnie dopadł, choć go przecież tak precyzyjnie unikałam. I to w dodatku w momencie, kiedy miałam świętować swój jubileusz 60-lecia pracy artystycznej. Pomyślałam, że to zrządzenie losu. Skoro jestem jeszcze sprawna fizycznie i pamięciowo, a ktoś specjalnie dla mnie pisze sztukę, która jest monodramem, to muszę z pokorą dla tej najcięższej formy sztuki stawić jej czoła i zabrać się do pracy. Uznałam nawet, że dzięki monodramowi będę mogła w pełni pokazać dorobek własnego warsztatu aktorskiego.

 

/…/W przyszłym roku, na 80-lecie swoich urodzin powinna pani przygotować kolejny monodram... - Grzela zapowiada, że napisze coś dla mnie. Ale ja się boję, bo pewnie musiałabym na scenie dokonać wiwisekcji. Zobaczymy. Mogę pani zdradzić, że człowiek przez całe życie się uczy. Ale podobno głupim umiera. I to mnie trochę martwi.

 

Hanna Dobrzyńska, Dziennik nr 58, 09-03-2007

 

Rzecz o aktorstwie

 

/…/ To wyczekiwanie na telefon z propozycją roli jest problemem nie tylko starej aktorki Dietrich, lecz także problemem nawet dużo młodszych aktorek i aktorów. Można powiedzieć: problem wpisany w zawód, który z pewnością zna znakomita, wspaniała aktorka Barbara Krafftówna i wie, jak to zagrać. To specjalnie dla niej, na jubileusz 60-lecia pracy artystycznej Remigiusz Grzela napisał monodram o Marlenie Dietrich "Błękitny diabeł". Autor wykorzystał w tekście wiadomości, które uzyskał od Elizabeth, sekretarki Marleny Dietrich, podczas rozmowy, jaką przeprowadził z nią parę lat temu w Paryżu. Do monodramu włączył też urywki pochodzące z pamiętników Dietrich oraz fragmenty z filmu Maksymiliana Schella i "Małego żigolo", ostatniego filmu aktorki, w którym pokazała swoją twarz, i z którego zdjęcia prezentowane są na scenie w postaci projekcji filmowej. Można powiedzieć, że Remigiusz Grzela specjalizuje się w pisaniu monodramów prezentujących postaci kobiece, których silna, nierzadko dominująca nad mężczyznami osobowość w pewnym momencie się załamuje. Nie tak dawno oglądaliśmy jego inny, doskonały monodram "Uwaga - złe psy!" opowiadający o malarce, schizofrenicznej żonie Jerzego Szaniawskiego, Anicie. "Błękitny diabeł" zaś to opowieść o ostatnim okresie życia Marleny Dietrich. Narracja prowadzona jest z perspektywy czasu teraźniejszego, ale raz po raz wkracza retrospekcja, wszak są to wspomnienia. I właśnie to połączenie tworzy zróżnicowanie narracji i - prócz innych elementów - buduje dramaturgię "Błękitnego diabła".

 

Autor przewrotnie nadał monodramowi tytuł będący w opozycji do "Błękitnego Anioła", chcąc ukazać niełatwą osobowość, trudny charakter, niemały egoizm, a zarazem połączenie dobrego ze złem w jednej postaci. Stąd ten błękit w tytule. Barbara Krafftówna, niejako wbrew swoim warunkom, gra Marlenę Dietrich. Jest to na pewno niemałe wyzwanie. Jednak emploi Krafftówny, jej ciepły, radosny stosunek do życia i ogromna życzliwość do ludzi wyraźnie malująca się na twarzy aktorki spowodowało, że jej Marlena jest bardziej błękitnym aniołem aniżeli błękitnym diabłem. Ponadto delikatna barwa głosu Krafftówny z tą wibracją wewnętrzną i lekkim drganiem przywołującym skojarzenie ze wzruszeniem łagodzi wizerunek bohaterki, choćby nie wiadomo jak był on ostry czy nawet negatywny w warstwie werbalnej. Także drobna postać aktorki niezwykle ruchliwej w każdym geście, w sposobie poruszania się czy delikatnego pochylenia głowy daje - jakby na przekór literze tekstu, a przede wszystkim na przekór autentycznej silnej osobowości Marleny i jej nierzadko "zołzowatego" charakteru - dość łagodny wizerunek Dietrich nawet wtedy, gdy grymasi i gdy jest nieznośnie rozpieszczona. Ale ma to swoje uzasadnienie, gdy spojrzymy na rolę Krafftówny inaczej, jako na metaforę przemijania aktorstwa i w ogóle życia, jako na postać osoby, która ma już za sobą wszystko, co najlepsze: młodość, zdrowie, urodę, sławę.

 

Finałowa scena, gdzie aktorka Krafftówna zdejmuje perukę aktorki Marleny Dietrich i jako Elizabeth, sekretarka wielkiej gwiazdy, a też i aktorka z wykształcenia, wkłada długą białą suknię i śpiewa w niej (głosem Krafftówny) najsłynniejszą piosenkę Marleny "Jestem tylko po to, żeby mnie kochać" - stanowi pożegnanie aktorki przez aktorkę, którą gra jeszcze inna aktorka. To rzecz o aktorstwie.»

 

Temida Stankiewicz-Podhorecka, Nasz Dziennik nr 62, 14-03-2007

 

Apetyt na życie

 

"Błękitny diabeł" to monodram napisany przez Remigiusza Grzelę specjalnie dla Barbary Krafftówny na jej jubileusz 60-lecia pracy artystycznej. Opowiada o ostatnich latach Marleny Dietrich, kobiety osamotnionej, chorej, przykutej do łóżka, która postanowiła, że świat nigdy nie zobaczy jej słabej. W wykonaniu Barbary Krafftówny Marlena Dietrich jest kobietą, która wciąż ma ogromną potrzebę grania. Nie zabija jej w sobie. Gra w warunkach, jakie sama sobie stworzyła. Gra przez telefon. Gra przed swoją sekretarką, Elisabeth. Najważniejsze, że gra. Bo żyje wtedy, kiedy gra. Osamotnienie, na które się skazała, jest dotkliwsze niż choroba. Marlena Dietrich jest swoim największym wrogiem. Błękitny anioł zamienia się w błękitnego diabła. Tekst monodramu został napisany na bazie rozmów z sekretarką Marleny Dietrich, które autor przeprowadził w Paryżu. Odsłania prawdy, o których dotąd nie pisano, które były nawet poza zasięgiem biografów hollywoodzkich. Spektakl można obejrzeć w krakowskim Teatrze im. Słowackiego 25 marca o godz. 19 oraz w tarnowskim Teatrze im. Solskiego 30 marca o godz. 18.»

 

Magda Huzarska-Szumiec, Gazeta Krakowska nr 65/17-18.03.2007