Ech raz jeszcze raz ... czyli taniec z pamięcią

Występują:

O L E N A   L E O N E N K O

 

Gra zespół muzyczny:
Marek Walawender - gitara, mandolina
Klaudiusz Baran / Rafał Grząka - akordeon
Wojciech Zalewski - kontrabas

opieka literacka - Janusz Głowacki
opieka artystyczna - Gustaw Holoubek
kierownictwo muzyczne - Marek Walawender
premiera - 23.03.2007 r. , Teatr Ateneum, Warszawa

W muzycznym spektaklu "Ech raz jeszcze raz... czyli taniec z pamięcią" pieśniarka Olena Leonenko powraca na podwórko swego dzieciństwa, w samym sercu Kijowa. Mieszkają tam Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Gruzini, rodziny mieszane. Toczy się codzienne życie. Nieustannie też z każdego okna słychać muzykę, tak różną, że w żadnym innym miejscu nie byłoby możliwe połączenie tylu muzycznych emocji, fantazji i tęsknot. W programie znalazły się rosyjskie romanse, podwórkowe tanga, ludowe piosenki ukraińskie, pieśni żydowskie. Wśród nich piosenki Okudżawy, Wysockiego, Leszczenki, Bernesa. Spektakl jest muzycznym katalogiem wspomnień, pełnym życzliwego humoru i zrozumienia dla ludzkich marzeń i słabości.

Fragmenty recenzji:

* "Podwórko" * /Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza/
(...) jest to opowieść o niej samej: dziewczynie, która wychowała się w Kijowie, na skrzyżowaniu kultur i narodowości, dokładnie mówiąc na podwórku przy ulicy Michałowskaja 24, którego powiększone zdjęcie ma za sobą.

(...) osiągnęła tu taką szczerość i prawdę, jakich nie spotyka się w piosence. Podwórko przy Michajłowskiej 24 nie jest nostalgicznym rajem dzieciństwa, to raczej czyściec. (...) Tym, co pozwala żyć i przeżyć, są pieśni: rosyjskie, ukraińskie, żydowskie. Popularne przeboje z radzieckich filmów i puszczane ze szpulowego magnetofonu ojca protest songi Włodzimierza Wysockiego. Ukraińskie kołysanki i ballady Bułata Okudżawy. Krzyżują się na kijowskim podwórku, tworząc wielogłosowy, wielokulturowy chór. (...) Idźcie do Ateneum, śpieszcie się, bo miejsc przy stolikach mało, a Leonenko nie śpiewa codziennie. Idźcie, bo to jest również wasza historia. Niech was nie zwiodą obcojęzyczne teksty. Te melodie słychać było także na waszych podwórkach, które w tej części świata brzmiały wszędzie tak samo.

 

* "Tęskne piosenki Oleny Leonenko" * /Janusz R. Kowalczyk, Rzeczpospolita/

(...) Olena przeplata opowieści wspaniale interpretowanymi tęsknymi piosenkami. Repertuar różnorodny: uwielbiany przez ojca Wysocki, ale i refleksyjna "Modlitwa" Okudżawy. Jest i Bernes, którego Stalin skazał na śmierć. Później jednak zastosował nadzwyczajny akt łaski: "Dopóki śpiewasz, żyjesz" - oznajmił mu, wysyłając do frontowych żołnierzy, którzy domagali się krzepiących pieśni. Nastrojowy wieczór niepowtarzalną atmosferę zawdzięcza na równi urokowi wykonawczyni, jak i rewelacyjnie wystylizowanemu przez Głowackiego tekstowi narracji.

 

 

* Janusz Głowacki o "Ech raz jeszcze raz..." *

Podwórko Oleny jest bardzo konkretne, ale jest tez metaforyczne. Tak jak bardzo realny i bardzo „ogólny” jest „Bar Świat” Hrabala. Te tańce z przeszłością to drugi po „Nocy z Wertyńskim” spektakl Oleny, z którym mam coś wspólnego. Tym razem raczej mniej niż więcej. Bo to są jej prywatne porachunki. Tyle, że prywatne są one do pewnego stopnia. Bo większość z nas taszczy ze sobą przez życie takie czy inne podwórko. Na plecach – jak u Kantora, albo w sercu – jak u Oleny.

 

* "Leonenko dopadła rodzina" * /Tomasz Miłkowski, www.aict.art.pl/

(...) Bohaterka spektaklu to artystka obdarzona wielką wrażliwością, bezpośredniością, prawdą - z gatunku ludzi "bez skóry". Prowadzi widzów finezyjnie, z lekkością, niemal od niechcenia, a zarazem jakby z pewnym zawstydzeniem - w końcu to bardzo intymna opowieść-zwierzenie, wyśpiewana perfekcyjnie, lirycznie, a czasem z nieposkromionym humorem, jak choćby brawurowe wykonanie przesławnego kupletu młodzieżowych obozowisk od lat kilkudziesięciu, "Szkoły Salomona", szkoły "balettanca". Wielkie brawa i gratulacje, także dla teatru Ateneum, który użyczył swojej gościny artystce tak delikatnie, a zarazem tak wyraziście otwierającej przed wszystkimi serce w imię poczucia ludzkiej wspólnoty. I, jak to powiadają na Ukrainie, w najbardziej życzliwym światu toaście: "Żeby nie było wojny".