Na gałęzi

Opinie:

"Na gałęzi" Remigiusza Grzeli to wzruszająca opowieść o dwu istotach, które złączyła śmiertelna choroba. 
Rak - to przerażające słowo, niosące rozpacz i zniszczenie, staje się niekiedy zaklęciem, dającym irracjonalną wiarę w ozdrowienie - przynoszące odmianę losu, albo głębokie pogodzenie z nieodwracalnym, połączone z przekonaniem w wyższy sens i słuszność decyzji podejmowanych poza nami. To nie fatum - to ufność.
Dwie tak różne pod każdym względem osoby - bohaterki Grzeli - sławna dziennikarka Oriana i mała dziesięcioletnia Anna - dziewczynka ze zwykłej, biednej, lecz kochającej się rodziny - spotkały się w jednej szpitalnej sali. Obie skazane przez medycynę ( ale nie los ) i przekonanie lekarzy - na nieodwracalność. 

Obie przeżywają dzięki wzajemnemu wsparciu. Nieświadoma swojego duchowego wpływu na Orianę - Anna i Oriana - pomagająca dyskretnie sfinansować operację ratującą małą przyjaciółkę a raczej "córkę" ( tak o niej myślała) - powiązane zostają, jak się okaże, na całe życie. 
Oriana przeżyje wbrew wiedzy medycznej jeszcze dziesięć lat. Lata te to zmaganie się z chorobą, własną słabością. Ciągła praca w pogoni za okruchami prawdy o życiu. Wszak jest jedyną, niepowtarzalną dziennikarką. Baba - chłop która dociera do rejonów zarezerwowanych dla mężczyzn. A może i słusznie ? Wszak to oni - niegrzeczni chłopcy "robią" te wojny i "zamieszania" na świecie. Oriana nie jest matką, nie jest żoną, więc może być dziennikarskim babo-chłopem. Jednak i ona ma dwa delikatne miejsca, rany zabliźnione, ale wciąż niebezpieczne. Jedną jest Anna, która rośnie, dojrzewa i kształci się dzięki opiece Oriany, drugą...rak. W tym miejscu nie ma eufemizmów. Ich stosowanie jest fałszem. Ucieczki nie ma. Zwycięstwo nad chorobą jest możliwe, ale nie wszystkim przynależne. Przesunięcie "wyroku" to przecież też zwycięstwo. Obie bohaterki " Na gałęzi" odnoszą je. Orianie darowano lata, Annie życie. 
Niewinność Anny, jej delikatność i dziecięca pokora wobec choroby stają się siłą Oriany w walce o życie. A nie narzucająca się troskliwość Oriany daje Annie poczucie bezpieczeństwa. Może pierwszy raz w życiu, tak naprawdę, sławna dziennikarka czuje się potrzebna. Telefoniczne rozmowy "matki" i "córki" są ich intymnym światem, którego wagę i znaczenie Anna poznaje po śmierci Oriany. Pozostaje żal wypełniający puste mieszkanie pozostawione dziewczynie, próbującej zrekonstruować zamknięty w nim świat samotnie odchodzącej kobiety.
Oriana świadomie wybrała izolację. Nie godzi się na dalszą terapię. Terapię konieczną, ale w jej przekonaniu tym razem nieskuteczną. Anna jest już dorosła, wykształcona, może być samodzielną. Ona sama już świat poznała, opowiedziała i... niczego nie zmieniła. Mając siedemdziesiąt lat poddaje się?- czy wybiera? 
I to i to. Odmawia leczenia, ale wybiera - w swoim przekonaniu - odejście z godnością. Świat ma ją zapamiętać jako niezłomną, odważną, bezkompromisową i perfekcyjną dziennikarkę. Całe życie wdzierała się w świat innych ludzi, by ich obnażyć. Sama ucieka przed ciekawskimi oczyma, przed współczuciem. Zatrzaskuje drzwi swojego apartamentu przed ludźmi, światem, który już ją nie obchodzi.

Anna po śmierci swojego "drugiego anioła" (określenie Oriany) czuje pustkę, bolący żal i - jak często w życiu wielu z nas było - wyrzuty sumienia, że ktoś nam drogi umierał w samotności. Anna cierpi, cierpieniem Oriany. Uświadamia sobie, że nie znała jej słabej. Dała się zwieść tej sile i niezniszczalności.
Nikt nie widział zmagań tego cierpiącego, wyniszczonego chorobą drobnego ciała Oriany, które okazało się jednak na tyle silne, by dorównać postanowieniu ducha, by w ciszy odejść poskromione. 
Anna musi sama uporać się z brakiem głosu Oriany, który "tulił tamtą małą dziewczynkę", wówczas kiedy tego najbardziej potrzebowała. Dla obu lekiem, który je wyleczył "w czasie wielkiej próby" - że zaczerpniemy słowa K.K. Baczyńskiego - była miłość. Pozostała ona w Orianie nie pozwalając jej na całkowitą samotność i towarzyszyć będzie Annie mimo bólu rozstania.
Dramat Remigiusza Grzeli dotyka delikatnych i bolących tematów - choroby, cierpienia, decyzji ostatecznych, ale i błędów, i miłości. Miłości czystej, balsamicznej, ludzkiej. Takiej, o której pisze ksiądz Jan Twardowski: "Śpieszmy się kochać ludzi / Tak szybko odchodzą".
/Jadwiga Sobczak, PWST Łódź, recenzja dla Agencji Dramatu i Teatru/

***

Sztuka "Na gałęzi" jest wstrząsająca, piękna i bardzo dobrze napisana. Subtelność potęguje jeszcze wrażenie. Wszystkie niuanse przeżyć, relacji przechodzą omalże telepatycznie - to znaczy bezpośrednio dotykają, są przekładalne na moje własne przeżycia, bez udziału mózgowej analizy. Bohaterka jest bardzo piękną osobą - obie bohaterki - ale mam na myśli głównie Orianę. Jest osobowością. Osobiście bardzo mi się w niej podoba ten rys pozornego chłodu, szorstkości, i to, że o jej uczuciach dowiadujemy się pośrednio. To oszczędza sentymentalizu, a czyni historię bardziej poruszającą. Ta sztuka jest o zadaniu (i wyroku) jakim jest dla każdego jego charakter, "los" i przekroczeniu tego więzienia prawdziwie autentyczną szczerą relacją z inną, zupełnie inną osobą.  Bardzo mi się podobał głos Oriany z taśmy - po prostu chciałoby się tak właśnie rozstawać z przyjaciółmi. Ile tam miłości, bez żadnego roztkliwiania.
/Anna Olejnik "Studium Teatralne"/

*** 

Remigiusz Grzela był jedynym debiutantem na poniedziałkowym spotkaniu. Jego monodram na dwie aktorki daje nadzieję na pewną przyszłość dramaturgiczną młodego pisarza. "Na gałęzi" to spowiedź umierającej kobiety, która niczemu się w życiu nie poddawała oprócz choroby. Poznajemy ją samą i jej kilku znajomych. Niemal ze wzruszeniem słuchamy opowieści o jednym z nielicznych dobrych uczynków, prawdziwie ludzkich odruchów w jej pozbawionym ciepła życia. A dziewczyna, nad którą przez wiele lat sprawowała bohaterka dyskretną opiekę, bezskutecznie usiłuje dopowiedzieć jej życie. Nie możemy być kimś innym. Najlepiej wychodzi nam bycie sobą. Przesłanie banalne, ale ubrane w dobrze dopasowany garnitur tekstu, co czyni je maksymą pierwszej ważności, a całość - sztuką wyższej klasy.

(Joanna Nawrocka, "Gazeta Festiwalowa" Nr 2, Festiwal Teatralny Spotkania
 
Fragment sztuki:
Postacie:
Oriana
Anne

Duży pokój, zarzucony gazetami, papierami. Meble świadczą o tym, że mieszka tu kobieta z dużym wyczuciem smaku. Mimo to mieszkanie zaniedbane. Na szklanym stoliku kilka pełnych popielniczek. Duże biurko, na nim przenośny komputer. Zasłonięte żaluzje.
Dzwoni telefon. Uporczywie. Nie przestaje. Po kilkakrotnym sygnale do pokoju wchodzi Oriana.

Oriana: A dzwoń. Dzwoń. Cholerne hieny. No i co? – długo tak jeszcze będziesz dzwonił? Tyle razy mówiłam: żadnych telefonów. Nie odbiorę!

Telefon przestaje dzwonić.

Oriana: No. W końcu.

Siada przy biurku. Włącza komputer. Dzwoni telefon.

Oriana: Chcę pracować. Dajcie mi wreszcie święty spokój. Na litość Boską. Przestał. No, mam nadzieję, że to był ostatni. Nie wiem, po co próbują, przecież mówiłam. Wszyscy wiedzą. Dlaczego nikt tego nie uszanuje? Już. Kilka głębokich wdechów. Zaraz się uspokoję. Raz, dwa, trzy. Już. Gotowa do pracy. Ale tu ciemno... Dlaczego jeszcze nie podniosłam żaluzji? Czas na trochę światła. Czas otworzyć sarkofag, do którego sama wlazłam.

Odsłania żaluzje. Z okna widać wysokie domy, duże miasto....
 
czytaj dalej:

ZałącznikWielkość
Na gałęzi_tekst sztuki.pdf145.94 KB